Nasz wolny czas ( mój i mojego przyszłego męża) skupiał się na sprawach związanych z załatwieniem formalności dotyczących ślubu konkordatowego. Na początku były nauki przedmałżeńskie, które wymagały od nas codziennej obecności ( 10 spotkać), cierpliwości i energii ( były dość późno jak dla mnie wstającej o 5 rano),więc ratowałam się kawą. Jasne nie było zawsze extra super ciekawie, bo były momenty, kiedy buzia mi się nie zamykała ( nie, nie od gadania) od ziewania.
Później były formalności dotyczące spraw, gdzie ma być spisany protokół, gdyż bierzemy ślub w mojej rodzinnej parafii. Akurat to i nauki poszło dość gładko. Doznałam szoku, gdyż wszędzie trzeba złożyć ofiarę...a po raz pierwszy usłyszałam od Proboszcza,że on nie chce, że nie trzeba. Możecie sobie wyobrazić moją minę. Gdzie na nauki musiałam chodzić, mając z LO papier, który jest aktualny. Ale po co, jak można 2 tygodnie chodzić i za to jeszcze zapłacić.
Więc jak ktoś mi powie, że ślub jest za darmo to nie uwierzę.
Później stanęliśmy przed wyzwaniem zmierzenia się z Urzędem Stanu Cywilnego. Pierwszy raz usłyszeliśmy,że po co przychodzimy jak jest za wcześnie ( 3 miesiące przed byliśmy ale ok). Wyciąganie papierów też trochę uszczupliło nas budżet oraz czas. Po tygodniowym odstępie wybraliśmy się z kompletem dokumentów i żeby było ciekawiej znów usłyszeliśmy,że co wymyślamy,że za wcześnie. Po wyjaśnieniu sytuacji, usłyszeliśmy,że no tak bo na wsi to tak jest.
I wisienką na torcie jest fakt, że trzeba spisać protokół, dać na zapowiedzi ( w 3 parafiach- tam gdzie ślub i z dwóch gdzie obecnie ja jestem i Radek).
Mimo,że wkurzałam się i trochę to nerwów mnie to kosztowało ( bo przecież,nie można było załatwić wszystkiego za pierwszym razem, tylko po 2 czy 3 razy jeździć) to nie wyobrażam sobie innego ślubu.
W międzyczasie wybieraliśmy garnitur i dodatki ;-).
A ja złe emocje wyrzucałam biegając lub ćwicząc w domu. Dzięki temu byłam szczęśliwa, uśmiechnięta i szłam pozytywnie nastawiona,że tym razem to już załatwimy a jak nie to po ślubie musi być lepiej ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz