Gdybym musiała opisać ślub i wesele jednym słowem to byłoby to: fantastycznie.
Wszystko wypaliło w 200 %.
Mimo,że nie zawsze może być tak jak chcemy to u nas tak było.
Od rana panowało w domu wielkie zamieszenia. Nie dość,że położyliśmy się bardzo późno bo po 24, to wstać trzeba było o 8. Obudziło mnie kapanie...pomyślałam, no nie ale mamy super pogodę ( wnerw)!.
Na szczęście przestało padać, a słonko zaczęło grzać.
Chciałam, żeby Radek nie widział mnie do godziny ślubu i się udało. Chodź od rana próbował a może się uda. Przyjechali ze świadkiem rano, dopytać się co i jak z kwiatami, dobrze,że ich usłyszałam i zdążyłam się schować do pokoju. Babcia miał z nas niezły ubaw, jak rozmawialiśmy przez drzwi ;)
Nawet tata mówił, a co to za zaskoczenie jak cię zobaczy dużo wcześniej. I miał rację jego mina jak przyszedł z wiązanką mówiła wszystko ;)
Po 9 była już Pani Anetka, fryzjerka. Było nas 9 do czesania. Mieszkanie przeistoczyło się w salon fryzjerski. Niedługo po niej dołączyła do nas Natalka, gość weselny i nasza makijażystka ;).
Atmosfera była super, piłyśmy kawki, herbatki, rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się.
Gdy my miałyśmy salon w domu, to mój przyszły mąż i świadek pojechali się czesać do Szczytna. Odebrali też kwiaty. Polecam Kwiaciarnie Małgosia w Szczytnie. Piękne kwiaty dostaliśmy! Wiązanka trzymała się ponad tydzień a kwiaty do Kościoła jeszcze stoją i wyglądają pięknie! ;)
Telefony od foto i kamerzysty,że w Olsztynie pada i co z sesja itd a ja mówię, u nas piękna pogoda. Niestety albo stety sesji nie było w dniu ślubu, ale to lepiej bo Radek nie widział mnie do czasu błogosławieństwa oraz na sesji po ślubie mogłam z suknią robić praktycznie wszystko i się nie bać, że pójdę w brudnej do ołtarza. ;)
Tata wraz z pomocnikami napompował balony i zrobił z nich piękną dekoracje- byłam zaskoczona efektem ;)
W domu nadal panował szał. Tata widząc co się dzieje, stwierdził, że łatwiej jest iść do kogoś na wesele niż swoje robić. Nie ma stresu i jakoś ciszej jest w domu ;D
Niedługo po tych słowach dojechała moja kochana świadkowa, najlepsza przyjaciółka Wiola z chłopakiem Karolem.
Dzięki tylu osobom przebywających w domu jakoś nie czułam stresu. Zaczęło się jak przyjechali foto i kamerzysta. Ubieranie się. I dotarło do mnie: to już.!?
O mamo...
Pokręcili, poklikali zdjęcia. Pojechali do Radka ( wraz ze świadkiem i bratem spał w naszej letniej rezydencji).
Mieszkanie się wyludniło a mój stres zaczął działać. Kilka kawałków czekolady i jakoś się udało.
( z moją kochaną Wiolą i Izabelcią )
Zanim się obejrzałam przybyła rodzina, znajomi i za chwile przybył Radek, wyglądał zniewalająco, mega przystojnie ( zresztą jak będą zdjęcia to sami przyznacie mi rację ).
Zaczęło się błogosławieństwo, rodzice i my daliśmy radę.
W kościele było pięknie. Jakoś szybko zleciało. Tata prowadził mnie do ołtarza. Jednak moment przysięgi rodzi największy stres. Obyło się bez łez.
Gdy wychodziliśmy z Kościoła zaczęło kropić więc życzenia odbyły się na sali. Starym zwyczajem mieliśmy bramy, około 15!
Jadąc na sale stres całkowicie opadł, cieszyliśmy się,że teraz poszalejemy ;)
Tańczyliśmy, wygłupialiśmy się, piliśmy z ciociami, wujkami, siostrami, braćmi, kuzynami, znajomymi, sąsiadami.
Wszystkie niespodzianki się udały począwszy od fajerwerków, prezentów dla rodziców i innych atrakcji ale też niespodzianka od rodziców zaskoczyła wszystkich albowiem przybył do nas Jurand ze świtą ( gdyż pochodzę ze Spychowa i tam też odbył się ślub).
Radek pasowany był na Rycerza a ja, dostałam piękny obraz, żebym nie tęskniła za rodzinnym domem.
Bawiliśmy się do białego rana,parkiet pękał w szwach.
Skutkami dobrej imprezy są bolące stopy, utrata głosu ( Karolinka, Karolinka ;*)( nie zapomnę jak mama na poprawiny przywiozła Ci leki a twoje pytanie: a można je łączyć z alkoholem? )
Na poprawinach też jeszcze szaleliśmy ale dużo spokojniej.
Na poprawinach też jeszcze szaleliśmy ale dużo spokojniej.
Dziękujemy wam wszystkim, że byliście z nami w tym ważnym dla nas dniu, za obecność, życzenia, uśmiechy, tańce, atmosferę, prezenty i za niezapomniane wrażenia. ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz